Pod takim tytułem na łamach popularnego Przekroju ukazał się artykuł Aleksandra Gorbowskiego.1
Ma to być jedynie fragment większej pracy, która nosi tytuł Księga hipotez, a której tematem jak można się domyślać — są „daenikenowskie” idee. Autor artykułu dochodzi po prostu do wniosku, iż już wiele tysięcy lat temu na naszej planecie istniała bardzo rozwinięta cywilizacja i chociaż dawno zaginęła, to jednak coś niecoś z jej dorobku przetrwało do naszych czasów w przekazach późniejszych kultur. W każdym razie nie jest możliwe — przynajmniej zdaniem Gorbowskiego — by Egipcjanie i Majowie samodzielnie doszli do tak wspaniałych wyników w zakresie rachuby czasu oraz niektórych pojęć astronomicznych.
Niestety, większość argumentów mających rzekomo potwierdzać powyższą hipotezę łatwo podważyć. Bo czyż na jej korzyść może przemawiać fakt, że czas obiegu Ziemi wokół Słońca wynosi według kalendarza gregoriańskiego 365,242 500 dnia, podczas gdy Majowie na okres ten przyjmowali 365,242 129 dnia, a według współczesnych pomiarów rok zwrotnikowy liczy 365,242 198 dnia? Wobec tego — jak pisze Gorbowski — „obliczenia Majów, którzy nie mieli ani teleskopów, ani precyzyjnej aparatury na miarę naszych czasów okazują się mimo to najdokładniejsze”. Co należy przez to rozumieć? Czyżby zdaniem Gorbowskiego pomiary Majów były dokładniejsze od współczesnych pomiarów? A może idzie tylko o to, iż uczeni dokonujący gregoriańskiej reformy kalendarza znali długość roku z większym błędem niż Majowie? Najprawdopodobniej to właśnie miał na myśli Gorbowski, ale nie wziął pod uwagę faktu, że Mikołaj Kopernik, który — jak wszystkim wiadomo — też nie miał lunety ani „aparatury na miarę naszych czasów”, długość roku wyznaczył na 365,242 180 dnia. W stosunku do współczesnych pomiarów mylił się zatem tylko o 18 sekund, podczas gdy błąd Majów wynosi „aż” jedną minutę. Co więcej — wyznaczona przez wielkiego astronoma polskiego długość roku zwrotnikowego znana była uczonym dokonującym gregoriańskiej reformy kalendarza, opublikowana bowiem została w dziele O obrotach (Księga 3, rozdział 14), które drukiem ukazało się przecież już w 1543 roku. W życiu codziennym trudno byłoby jednak posługiwać się kalendarzem opartym o taką długość roku i dlatego przyjęto wartość zaokrągloną.
To samo odnosi się do długości miesiąca księżycowego, zwanego synodycznym. Polski astronom na jego długość przyjmował 29 dni 12 godzin i 44 minuty, a więc w stosunku do współczesnych pomiarów mylił się zaledwie o 2 sekundy, gdy tymczasem błąd Majów wynosił 35 sekund. By uzyskać taką dokładność, nie musieli oni dysponować teleskopem i komputerem, w zupełności bowiem wystarczyło, gdy przez parę lat liczyli lunacje, czyli liczbę dni upływających między jednym a drugim nowiem Księżyca. Dotyczy to również synodycznego obiegu Wenus, w kalendarzu Majów odgrywającego — jak wiadomo — niezmiernie ważną rolę. Obieg ten Gorbowski myli jednak z obiegiem gwiazdowym, który — jak twierdzi — nauka europejska dokładnie wyznaczyła dopiero pod koniec ubiegłego stulecia. To prawda, tylko że gwiazdowy okres obiegu Wenus nie był w ogóle znany Majom, w kontrolnych zaś rachunkach kalendarzowych uwzględniali jedynie synodyczny obieg planety, czyli odstęp czasu między jej takimi samymi położeniami względem Słońca, co — jak obliczyli — następuje po upływie 583,835 dnia (gwiazdowy okres obiegu Wenus wynosi 224 dni 16 godzin i 48 minut). Obliczona przez nich wartość obiegu synodycznego Wenus jest bardzo dokładna, od współczesnych ustaleń różni się zaledwie o 0,015 dnia. Już to samo dowodzi, iż wspomniana planeta była przez Majów wnikliwie obserwowana w ciągu dostatecznie długiego czasu, bo tylko w ten sposób mogli osiągnąć podaną wyżej dokładność. Dowody tego znajdujemy zresztą na kartach manuskryptu, zwanego w literaturze naukowej Kodeksem Drezdeńskim (Codex Dresdensis). Zawiera on między innymi dla 312 lat dokładne daty ukazywania się Wenus jako Gwiazdy Porannej i jako Gwiazdy Wieczornej, a to przecież związane jest z jej synodycznym obiegiem.
Zupełnie niezrozumiały jest wreszcie fragment artykułu Gorbowskiego dotyczący Słońca, które — jak pisze — „nauka europejska przez długie lata przedstawiała jako nieruchome ciało niebieskie”, a które — dowodzi dalej — „teksty staroegipskie nazywały kulą ognistą płynącą w łonie bogini Nut, czyli w niebie”. Co chciał przez to powiedzieć? Czyżby nie wiedział, że — jak w znanej Odzie— mówi Ludwik Osiński — dopiero Mikołaj Kopernik „wstrzymał Słońce, a ruszył Ziemię”? Przecież w tekście staroegipskim jest wyraźnie mowa o pozornym ruchu naszej planety. Do czasów Kopernika podobne poglądy głosili również uczeni europejscy!
| Copyright © „Urania — Postępy Astronomii” webmaster: Marek Gołębiewski |