Przewidziane na rok 1986 kolejne przejście komety Halleya przez peryhelium orbity wywołało zrozumiałe zainteresowanie w państwach dysponujących techniką kosmiczną. Jego rezultatem są plany wysłania na spotkanie komety próbników, których zadaniem byłyby szczegółowe badania komety, w tym otrzymanie zdjęć jej jądra. Rzadkość podobnych okazji spowodowała, że ku komecie wysłane zostaną aż trzy próbniki. Pierwszy, firmowany przez zachodnioeuropejską agencję ESA, nosić będzie nazwę Giotto (malarz włoski Giotto di Bondone umieścił obraz komety Halleya na swoim płótnie po jej pojawieniu się w 1301 roku). Start próbnika Giotto za pomocą rakiety Ariane ma nastąpić 10 lipca 1985 a spotkanie z kometą 13 marca 1986 roku. Drugi próbnik, wystrzelony przez rakietę radziecką, będzie wspólną konstrukcją ZSRR i Francji.1
Misja ta jest ciekawa z tego powodu, że przed lotem ku komecie próbnik razem ze swoim bliźniakiem udadzą się ku Wenus, by najpierw tam prowadzić badania atmosfery (za pomocą dryfujących balonów konstrukcji francuskiej) i gruntu (za pomocą radzieckich lądowników). Jedna z tych sond — nadano już im nazwy Wieniera 15 i 16 — uda się następnie na spotkanie komety Halleya. Kolejny, trzeci próbnik nosi nieco mylącą nazwę Planeta-A i jest konstruowany w Japonii. Przewidziany dlań program badawczy również obejmuje Wenus, która obserwowana będzie podczas przelotu w drodze ku komecie. Godna zauważenia jest samowystarczalność techniki japońskiej: Planeta-A wystrzelona zostanie za pomocą czterostopniowej rakiety napędzanej paliwem stałym, całkowicie japońskiej konstrukcji. Prawie na pewno nie będzie próbnika czwartego, amerykańskiego. Spowodowały to ostre cięcia w budżecie NASA, zmuszające tę agencję do ograniczenia misji planetarnych w najbliższych latach. Zamiast próbnika komety Halleya zdecydowano się więc finansować m. in. projekt VOIR (satelita Wenus prowadzący radiowe sondowanie jej powierzchni) oraz być może ISPM (lot ku biegunom słonecznym, tzn. poza płaszczyznę ekliptyki). Gorączkowość zabiegów wokół budowy próbnika amerykańskiego — HIM (Halley Intercept Mission) potwierdzona niedawno została faktem utworzenia specjalnego funduszu, na który składają się dobrowolne wpłaty osób pragnących wspomóc NASA w tej mierze. Ewentualne powodzenie tych wysiłków ma znaczenie o tyle o ile próbnik HIM w sensie możliwości badawczych, obfitości instrumentów i parametrów zbliżenia do komety Halleya przewyższałby znacznie pozostałe sondy. Wystarczy powiedzieć, że HIM zbliżyć by się miał do jądra komety na 90 km, podczas gdy próbniki Giotto i Planeta-A na około 1000 km, zaś radziecko-francuski na 10–50 tysięcy km. Duże prędkości względne, które charakteryzować będą spotkania tych ostatnich próbników powodują, że ich badania trwać będą nie dłużej niż kilka godzin, podczas gdy próbnik HIM mógłby obserwować ewolucję procesów zachodzących w jądrze komety przez pełne dwa tygodnie. Najbardziej charakterystyczne cechy poszczególnych misji to: bardzo krótki czas przelotu sondy Giotto w pobliżu komety, wymuszający wyjątkowo intensywny przekaz informacji w czasie realnym (zapis w pokładowych blokach pamięci celem późniejszej retransmisji nie wchodzi w rachubę z powodu możliwości uszkodzenia próbnika w rezultacie zderzenia z materią „rozsiewaną” przez kometę); w przypadku próbnika Wieniera-Halley cechą tą jest brak ekranu zabezpieczającego przed podobnym wypadkiem (stąd duża odległość od komety podczas przelotu); wyspecjalizowany bo ograniczony praktycznie do nadfioletu obszar obserwacji, które prowadzić ma Planeta-A (jest to konsekwencja niewielkiego ładunku użytecznego niesionego przez ten próbnik). W połączeniu z obserwacjami prowadzonymi z Ziemi rezultaty badań wykonanych przez próbniki mogą sprawić, że po roku 1986 nasza wiedza o kometach może ulec bezprecedensowemu zwielokrotnieniu.