URANIA — Postępy Astronomii  on–line
archiwum Uranii Urania - Archiwum on-line
Urania 12/1972
Rocznik 1972:
Linki sponsorowane:
Zawartość witryny:

Mikołaj Kopernik
(10) Potępienie i tryumf

Stanisław R. Brzostkiewicz — Dąbrowa Górnicza

Konserwatywne koła kościelne wypowiedziały nauce Kopernika nieubłagany bój. Widziały w niej bowiem posła naukowego postępu, który nie zechce podporządkować się dotychczasowym dogmatom, a tym samym zagraża panującemu porządkowi społecznemu i władzy Kościoła. Przecież teraz każdy mógłby przestać wierzyć słowom Biblii, najważniejszemu dotąd autorytetowi we wszystkich sprawach.

Kościół oczywiście nie był bezpośrednio zainteresowany następstwami, jakie dla astronomii wynikały z heliocentrycznej budowy świata. Interesował się przede wszystkim tym, co ludzie teraz myśleli o swej pozycji we Wszechświecie. A przecież nauka Kopernika burzyła stworzony przez Boga dom kosmiczny człowieka, niweczyła ważność i godność tego miejsca, uważanego do tej pory za środek świata. Jednocześnie zaś wykazywała potęgę ludzkiego rozumu, budząc w człowieku nieznane dotychczas poczucie jego wielkości.

Luteranie od razu przypuścili ostry atak na dzieło wielkiego astronoma, obrzucając je gradem prymitywnych argumentów. Dostrzegli bowiem o wiele wcześniej niż Kościół katolicki, jak dalece sprzeczne z prawowierną doktryną były płynące z nowej nauki wnioski w stosunku do spraw religijnych. Dlatego też przywódcy reformacji — Marcin Luter i Filip Melanchton — pierwsi nawoływali do ukarania „sarmackiego astronoma”, który „porusza Ziemię, a Słońcu stać każe”, co ich zdaniem było zupełną niedorzecznością.

Z jeszcze większą zawziętością przeciwko nauce Kopernika wystąpił Kościół katolicki, ale nastąpiło to znacznie później. Dopiero bowiem 5 marca 1616 roku kongregacja kardynałów zarządziła, żeby dzieło pt. „O obrotach sfer niebieskich” wciągnięte zostało do indeksu ksiąg zakazanych, ponieważ zawiera kacerską naukę: …falsa doctrina Pythagorica, Divinae Scripture omnino adversans… (błędną pitagorejską doktrynę, która całkowicie sprzeczna jest z Pismem św.). Dzieło było na indeksie aż do roku 1828 i przez ten czas prawowierny katolik nie miał prawa wziąć go do ręki, chociaż stanowiło podstawę badań astronomicznych już od końca XVI wieku.1

Ten zacięty bój naukowego postępu z siłami wstecznymi należy do najpiękniejszych rozdziałów w dziejach ludzkości. Nauka polskiego astronoma wstrząsnęła podstawami starej filozofii Arystotelesa, którą Kościół uznawał za jedynie słuszną i z uporem bronił. Za wysuwanie na podstawie teorii heliocentrycznej śmiałych hipotez o mnogości światów zamieszkałych oraz innych wniosków, sprzecznych z dogmatami Kościoła, poniósł śmierć męczeńską filozof włoski Giordano Bruno (1548–1600), spalony żywcem na stosie na „Campo di Fiori” (Plac Kwiatów) w Rzymie.

Kroczył on po drodze utorowanej przez Kopernika, lecz był od niego jeszcze bardziej rewolucyjny. Uważał bowiem, że Wszechświat jest nieskończony, toteż Ziemia ani żadne inne ciało nie może znajdować się w jego środku. Ponieważ zaś siedziba ludzkości nie zajmuje żadnego wyróżnionego stanowiska, nie należy spodziewać się jakiegoś szczególnego jej traktowania. Istnieje zapewne wiele światów tego samego rodzaju, które też mogą mieć swój udział w opiece Bożej, a może — jak niekiedy przypuszczał — one właśnie są Bogiem.

W nowym Kosmosie nie było miejsca na niebo, a przecież istotną dla Kościoła rzeczą było zarówno piekło, jak i niebo. Dotychczas piekło umieszczano we wnętrzu Ziemi, niebo zaś poza sferą gwiazd stałych. Z tych chociażby względów poglądy włoskiego filozofa były zbyt jaskrawo sprzeczne z ustalonymi przez Kościół dogmatami.

Bruno umierając wypowiedział pamiętne słowa: Spalić — to nie znaczy obalić. Przyszłe stulecia zrozumieją mnie i ocenią. Rzeczywiście, po trzystu prawie latach wystawiono w Rzymie pomnik wielkiemu męczennikowi nauki i wyryto na nim następujący napis: 9 czerwca 1889 roku — Brunowi — stulecie przez niego przepowiedziane — tam, gdzie płonął stos.

Podobnego losu uniknął wprawdzie sławny Galileo Galilei, ale musiał schylić swą siwą głowę przed trybunałem inkwizycji i wyrzec się rzekomo fałszywej nauki o ruchu Ziemi. Gdy bowiem w roku 1613 ogłosił rozprawę o plamach słonecznych, w której nie ukrywał kopernikowskich przekonań, został oskarżony o herezję. Początkowo próbował się bronić cytatami z Biblii, lecz władze kościelne ostrzegły go, aby zostawił w spokoju argumenty teologiczne i ograniczył się do rozważań przyrodniczych.

Na początku 1616 roku sprawa znalazła się przed trybunałem inkwizycji celem wydania opinii o dwóch twierdzeniach:

1. Słońce znajduje się w środku świata i jest zupełnie nieruchome;

2. Ziemia nie znajduje się w środku świata, ani też nie jest nieruchoma, lecz porusza się jako całość ruchem dziennym.

Zebranie teologów Świętego Officium jednogłośnie orzekło, że pierwsze twierdzenie jest fałszywe i niedorzeczne pod względem filozoficznym oraz formalnie heretyckie, a drugie także zasługuje na podobną naganę. Na podstawie tej opinii papież Paweł V polecił kardynałowi Robertowi Bellarminowi wezwać Galileusza i upomnieć go, żeby porzucił potępione poglądy, bo w przeciwnym razie będzie zmuszony pod groźbą uwięzienia wyrzec się podobnych nauk oraz pisania o nich.

Sprawa byłaby może jakoś się ułożyła, gdyby Galileusz nie wywoływał „wilka z lasu”. Tymczasem w roku 1632 wyszło z druku jego dzieło pt. Dialogo sopra i due massimi sistemi del mondo Tolemaico e Copernicano (Dialog o dwu najważniejszych układach świata, ptolemejskim i kopernikowskim). W dziele tym trzy osoby dyskutują nad zaletami obu systemów; jedna z nich broni nauki Kopernika, druga systemu Ptolemeusza, trzecia zaś pragnie uchodzić za bezstronnego komentatora. Jednakże przeciwnika teorii heliocentrycznej przedstawił w taki sposób, że czytający to dzieło powinien był zostać przekonany o słuszności teorii Kopernika.

Napisanie takiej książki świadczy o wielkiej odwadze i upartości Galileusza oraz jego niezłomnej wierze w prawdziwość teorii Kopernika. Zlekceważył jednak upomnienie papieża z roku 1616, toteż wkrótce został wezwany przed trybunał inkwizycji. Niedługo potem został uwięziony. Wreszcie po długim śledztwie 22 czerwca 1633 roku ogłoszono wyrok, mocą którego uczony włoski został oddany pod nadzór inkwizycji i musiał w ubiorze pokutnika wyrzec się wszelkich poglądów kopernikowskich.

Przysięga ta zawiera między innymi takie oto słowa: hellip;Polecono mi, abym całkowicie zaniechał fałszywego twierdzenia, że Słońce jest w środku świata i nieruchome, a Ziemia nim nie jest i porusza sięhellip; ja mimo to napisałem książkę, w której rozważam tę samą teorię i przytaczam skuteczne argumenty na jej korzyśćhellip; Przeto ze szczerego serca odprzysięgam się, przeklinam i nienawidzę wymienionych błędów i herezjihellip;

Legenda przekazała nam, jakoby Galileusz wstając z klęczek miał odwołać złożone pod przymusem przyrzeczenie, mówiąc półgłosem: E pur si muove (A jednak się porusza). Jest oczywiste, że nie mogło to mieć miejsca, przynajmniej w danej chwili. Wtedy wielki uczony włoski myślał raczej o młodym, już zamarłym duchu, który porwał go na tę niebezpieczną drogę swoim gorącym wezwaniem, swym umiłowaniem prawdy, dojrzałym pod wpływem monumentalnego dzieła Kopernika.

Dopiero pod naciskiem postępu nauki i bezspornych dowodów, potwierdzających ruch Ziemi, władze kościelne zniosły w roku 1758 zakaz wydawania książek, w których byłaby mowa o takim ruchu. Ale dzieła Kopernika, Jana Keplera i Galileusza nadal pozostawały na indeksie do roku 1828, kiedy to kongregacja kardynałów powzięła uchwałę, że należy je zdjąć z indeksu.2 Uchwała ta była zrealizowana w roku 1835 i nowowydrukowany indeks ksiąg zakazanych nie zawierał już wymienionych dzieł.

Oczywiście, trudno byłoby oczekiwać, że ludzie bez wahania przyswoją sobie rewolucyjną naukę Kopernika, obalającą głęboko zakorzenione poglądy starożytnych filozofów i sprzeciwiającej się uczuciom religijnym. Jedynie nieliczni matematycy i astronomowie niemal od razu wyrażali swe przeświadczenie o słuszności nowej nauki, ogół zaś przez długi czas odnosił się do niej obojętnie lub wręcz niechętnie.

Upłynęły całe stulecia, zanim teoria heliocentryczna Kopernika znalazła potwierdzenia w obserwowanych zjawiskach, a przecież jedynie jej zgodność z obserwacjami mogła ugruntować prawdziwy pogląd na budowę świata. Jednakże od końca XVI wieku każde pokolenie dorzucało nowych argumentów, które potwierdzały odkrycie Kopernika. Jego myśl wspaniale rozwinął Kepler, pierwszych argumentów obserwacyjnych na jej korzyść dostarczył Galileusz, a filozoficzne znaczenie nowej idei należycie pojął Bruno.

Nauka polskiego astronoma powoli wprawdzie, ale systematycznie wypierała starożytne poglądy na budowę świata. Dla wielu astronomów, zwłaszcza twórczo rozwijających naukę, ważny był przecież fakt, że teoria heliocentryczna lepiej i prościej tłumaczyła ruchy ciał niebieskich aniżeli teoria geocentryczna Ptolemeusza, Wzrastało zainteresowanie nauką Kopernika, chociaż jego dzieło było potępiane przez „oficjalną” naukę. Ci astronomowie, którzy w badaniach swych wykorzystywali teorię helioceintryczną, dochodzili do znakomitych rezultatów.

Ważnym wydarzeniem w dziejach heliocentryzmu było odkrycie nieznanej dotąd planety — Urana, dokonane przypadkowo w roku 1781 przez Wiliama Herschela (1738–1822). Odkrycie powyższe wywołało ogromne wrażenie wśród ówczesnych uczonych, ponieważ do niedawna jeszcze panowało w astronomii przekonanie, że orbita Saturna stanowi granicę systemu planetarnego Słońca. Tak przecież twierdził Arystoteles, którego autorytet wciąż jeszcze odgrywał dużą rolę.

Jednak o wiele większym wydarzeniem w dziejach myśli kopernikowskiej był wspaniały wyczyn matematyczny, jakiego dokonał uczony francuski Urban Józef Leverrier (1811–1877). W roku 1846 udowodnił mianowicie, że istnieje jeszcze jedna nieznana planeta i w oparciu o teorię heliocentryczna obliczył miejsce na niebie, w którym powinna się ona znajdować.3 Obliczenie swoje niezwłocznie przesłał astronomowi niemieckiemu Johannowi G. Gallemu (1812–1910) i ten niebawem odkrył Neptuna, zaledwie 52 minuty łuku od miejsca wskazanego.

O wydarzeniu tym Fryderyk Engels tak oto pisze: „System słoneczny Kopernika był przez trzysta lat hipotezą, na którą można było stawiać sto, tysiąc, dziesięć tysięcy przeciwko jednemu, w każdym razie tylko hipotezą; ale gdy Leverrier na podstawie danych dostarczonych przez ten system nie tylko udowodnił, że musi istnieć nieznana dotąd planeta, lecz obliczył również miejsce, w którym ta planeta musi znajdować się na niebie, i gdy następnie Galle istotnie tę planetę znalazł, wówczas system Kopernika został udowodniony"”.

Przez długi jednak czas astronomom nie udawało się znaleźć bezpośrednich dowodów, potwierdzających ruch obrotowy i obiegowy Ziemi. Idzie przede wszystkim o pozorne przesunięcia gwiazd na niebie, czyli o tak zwane paralaksy heliocentryczne, które powstają na skutek obiegu naszej planety dokoła Słońca. Był to przecież najpoważniejszy i najstarszy zarzut przeciwko teorii heliocentryczinej, gdyż brak takich przesunięć uważano za niezbity dowód nieruchomości Ziemi.

Na początku XVIII wieku przesunięć paralaktycznych bezskutecznie szukał astronom angielski James Bradley (1692–1762). Otrzymał wynik negatywny, ale przy okazji odkrył aberację światła, zjawisko wynikające ze skombinowania ruchu Ziemi po orbicie i ruchu światła. Dlatego też odkrycie powyższe miało duże znaczenie dla idei Kopernika, było bowiem pierwszym fizycznym sprawdzianem obiegu naszej planety dokoła Słońca.

Wreszcie, pod koniec lat trzydziestych ubiegłego stulecia, trzem astronomom niemal jednocześnie udało się zmierzyć paralaksy heliocentryczne gwiazd i to różnymi metodami. Pierwszy dokonał tego astronom rosyjski Wilhelm Struve (1793–1864), drugim był astronom niemiecki Fryderyk Bessel (1784–1846), trzecim zaś astronom angielski Thomas Henderson (1798-1844). Okazało się wówczas, że przesunięcia te są bardzo małe, paralaksa bowiem najbliższej gwiazdy wynosi zaledwie 0,762 sekundy łuku. Z tego właśnie powodu usiłowania Tychona Brahego, chcącego odkryć te przesunięcia, spełzły na niczym. Dokładność jego pomiarów nie przekraczała przecież jednej minuty łuku.

Długo również trzeba było czekać na bezpośrednie dowody rotacji naszej planety. Pierwszy taki dowód uzyskał w roku 1791 astronom i matematyk włoski Giovanni Battista Guglielmini (ok. 1740–1817), który obserwując spadające ciała ze znacznej wysokości stwierdził, iż tor ich spadania skutkiem obrotu Ziemi odchyla się ku wschodowi.4 Prędkość liniowa odchylenia jest tym większa, im większa odległość dzieli dany punkt na powierzchni naszej planety od osi jej obrotu.

Bardziej jednak przekonywujący dowód rotacji Ziemi uzyskał w roku 1851 fizyk francuski Leon Foucault (1819–1868). W tym celu pod kopułą paryskiego Panteonu zawiesił drut stalowy o długości 67 m, zakończony kulą o wadze 28 kG. Kula u dołu miała ostrze, które podczas ruchu wahadła dotykało na przemian dwóch pagórków z piasku i zmiatało ich grzbiety, pozostawiając ślady umożliwiające wytyczenie płaszczyzny wahań. Z doświadczenia jasno wynikało, że Ziemia obraca się w kierunku odwrotnym do kierunku pozornego przesuwania się płaszczyzny wahań.

Nadszedł wreszcie czas, kiedy człowiek zrobił pierwszy krok w Kosmos, wylądował na powierzchni Księżyca i stamtąd spojrzał na swą rodzimą planetę. Naocznie przekonał się wtedy, że planeta nasza rzeczywiście ma kształt kuli i obraca się wokół swej osi. Jest po prostu takim samym ciałem niebieskim, jak Mars, Wenus i inne planety. Zanim jednak do tego doszło, potrzebny był olbrzymi wysiłek wielu uczonych, zwłaszcza takich gigantów myśli, jak Kopernik, Kepler, Galileusz, Newton.

Kopernik miał rację, o czym dziś już nikt ani przez chwilę nie wątpi. Truizmem byłoby nawet przekonywać kogoś, że Ziemia obraca się wokół swej osi i razem z innymi planetami krąży dokoła Słońca. Wie o tym każdy z nas, bo już uczniowie szkół podstawowych uczą się tego na lekcjach geografii. Ale przecież nie zawsze tak było i dlatego powinniśmy być bardzo dumni, że tę oczywistą prawdę zawdzięczamy naszemu Wielkiemu Rodakowi.

(Źródło: „Urania” nr 12/1972)
Przypisy:
  1. Ostatni indeks z wymienieniem dzieła Kopernika ukazał się w r. 1822 (przyp. redakcji).
  2. Patrz notka na str. 333.
  3. Kilka miesięcy wcześniej podobne wyniki uzyskał Anglik John Couch Adams (1819–1892, ówczesny student, późniejszy profesor w Cambridge). Niestety, angielscy astronomowie zignorowali prace młodego uczonego.
  4. Podobny eksperyment przeprowadził już w XVII wieku uczony angielski Robert Hooke (1635–1703), ale otrzymał wynik negatywny, ponieważ obserwował ciała spadające zaledwie z wysokości około 8 m (Guglielmini obserwował ciała spadające z wysokości około 73 m).
Urania – Postępy Astronomii   ISSN 1689-6009
Międzynarodowy Rok Astronomii 2009
Powered by FreeFind

Urania-PAwww
Urania - Postępy Astronomii Copyright © „Urania — Postępy Astronomii”
webmaster: Marek Gołębiewski
Validated by HTML Validator (based on Tidy)