URANIA — Postępy Astronomii o n l i n e
archiwum Uranii
Urania - Archiwum on-line Urania 11/1987
 Rocznik 1987:
 Linki sponsorowane:
KONFERENCJE I ZJAZDY

„Sous le ciel de Paris…”
Reportaż z 98 Kolokwium Międzynarodowej Unii
Astronomicznej — Paryż, czerwiec 1987

Katarzyna Turaj–Kalińska

Duch napoleoński i duch „flammarioński”. „Czterdzieści wieków patrzy na was z wysokości piramidy” miał powiedzieć do żołnierzy w Egipcie Napoleon Bonaparte. „Sto lat francuskiej astronomii amatorskiej patrzy na mnie z wysokości Wieży Eiffela” miałam ochotę powiedzieć jadąc na drugie piętro wieży na otwarcie wystawy „1er Salon International d'Astronomie Amateur” — ekspozycji modeli i wydawnictw popularnonaukowych towarzyszącej odbywającemu się w dniach 20–24 VI. 1987 r. 98. Kolokwium Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU).

Francuzi lubią rocznice… Wynika to zapewne z ich zamiłowania do odświętnych i radosnych form i przejawów życia. Tym razem znaleźli najbardziej chyba odświętny sposób obchodzenia przypadającej w bieżącym roku setnej rocznicy powstania Francuskiego Towarzystwa Astronomicznego (Société Astronomique de France — SAF). Wykorzystali bowiem własne święto do zorganizowania bezprecedensowego zarówno w dziejach amatorskiej, jak i profesonalnej astronomii międzynarodowego spotkania miłośników z zawodowcami pod hasłem „Wkład astronomów-amatorów w rozwój astronomii” (ang. Contribution of Amateur Astronomers to the Astronomy) — spotkania o randze Kolokwium IAU. Duchowym patronem Kolokwium został założyciel SAF, wielki miłośnik astronomii, zwany „poetą nieba” popularyzator Camille Flammarion. Uczony ten, urodzony nad Marną w 1842 roku znany jest z tego, że już w szesnastym roku życia wydrukował pierwszą popularną książkę astronomiczną, a jego dzieła O wielości światów zamieszkałych oraz Astronomia popularna ukazywały się kolejno w kilkudziesięciu wydaniach i przetłumaczone zostały na niemal wszystkie języki świata. Camille Flammarion — w pierwszych latach błyskotliwej kariery zwolniony z pracy w Obserwatorium Paryskim przez zawistnego dyrektora — otrzymał na własność od jednego z mecenasów zamek w Juvisy pod Paryżem, gdzie obserwował i pisał do końca swojego długiego życia.

Duch współczesnego Eiffelowi i zaprzyjaźnionego z nim Flammariona unosił się nad Kolokwium jak cień Wieży Eiffela pod niebem Paryża. Uczestnicząc w obradach przenosiłam się czasem myślami pod inne niebo i stawiałam sobie pytanie, czy i PTMA urządzi w 2021 roku podobne spotkanie? „Dał nam przykład Bonaparte…”, a raczej — astronom-amator o płomiennym nazwisku — Flammarion…

Znani sprawcy i ich wspólnicy. Obok IAU i Lokalnego Komitetu Organizacyjnego SAF, któremu przewodniczył zasłużony astronom z Meudon Paul Simon, w przedsięwzięciu jako sponsorzy brały udział takie organizacje jak: American Association of Variable Stars Observers (AAVSO) z Janet Mattei, British Astronomical Association (BAA) ze Stormem Dunlopem, International Occultation Timing Association (IOTA) z H. J. Bode i Société Royale Belge d'Astronomie z André Koeckelenbergh. Komitetowi Naukowemu Kolokwium w międzynarodowyni składzie przewodniczył znany astronom francuski Jean-Claude Pecker.

Swój udział w Konferencji zgłosiło 320 uczestników z 27 krajów, z czego przybyła na miejsce zdecydowana większość. Obradowano na dwunastu sesjach i przedstawiono około dwudziestu posterów.

Członkowie grupy polskiej — jak głosił program — zapowiedzieli swój udział w liczbie jedenastu osób. W rezultacie dotarli tylko niektórzy. Ci, jadąc niezależnie od siebie, z radością spotykali w Paryżu znajomych, choć byli i tacy, którzy się dopiero na Kolokwium poznali. Na spotkaniach w Centre Chaillot Galliera doliczyłam się pięciorga Polaków, a byli to: Cecylia Iwaniszewska (Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu), Krzysztof Ziołkowski (Centrum Badań Kosmicznych PAN, redaktor Uranii), Grzegorz Duszanowicz (Krakowski Oddział PTMA), niezidentyfikowany młody człowiek z Giżycka (który mi umknął wcześniej, niż zdołał się przedstawić) i autorka niniejszego tekstu (Wyższa Szkoła Pedagogiczna w Krakowie).

Nie kończąca się historia. Zasadniczym celem Kolokwium był przegląd i podsumowanie wkładu amatorów w rozwój astronomii światowej, począwszy od czasów… co najmniej zamierzchłych. W sięganiu jednak tak daleko należy zachować ostrożność i zapytać najpierw, co właściwie znaczy słowo „profesjonalizm” w odniesieniu do czasów zamierzchłych, kiedy to bywało się z zawodu księciem albo wojewodą. Większość badaczy historii astronomii amatorskiej uważa za cezurę rok 1800. Zdania, że przed wiekiem dziewiętnastym pojęcie amatorstwa traci sens, jest także Thomas R. Williams, który przedstawił na 98 Kolokwium IAU znaną może skądinąd Czytelnikom Uranii pracę1 dotyczącą identyfikacji i selekcji miłośników astronomii. Ten wytrwały kolekcjoner informacji biograficznych zasługuje chyba na miano „Linneusza astronomii amatorskiej”, gdyż od kilku lat lansuje i udoskonala system klasyfikacji jej przedstawicieli. Zadanie to wymaga odwagi o tyle, że selekcjonować znaczy oceniać i odrzucać. Na szczęście Williams nie stosuje się do swego systemu zbyt szytwno i sam system pojmuje dynamicznie. Kto by pomyślał jednak, że najbardziej niebezpiecznym elementem klasyfikacji okaże się na Kolokwium przynależność narodowa. I tak — najpierw zdumiona była Cecylia Iwaniszewska2, kiedy na liczącej 669 nazwisk liście odkryła obiekt swoich zainteresowań, Jana Heweliusza, jako astronoma… duńskiego. A później — w podobne tarapaty popadła autorka niniejszego artykułu3, gdy jej w poreferatowej dyskusji „przypomniano”, że Kopernik był Niemcem. (Czując się trochę ambasadorem, a więc „dyplomatą”, odpowiedziałam, że to nie ma w tej chwili większego znaczenia, bo o ile mi wiadomo Kopernik nie używał paszportu. A nawet my, zaopatrzeni w paszporty dwudziestu sześciu krajów, umożliwiające nam przyjazd na Kolokwium, zgadzamy się wszyscy, co do tego, że astronomia nie zna granic i dlatego tu jesteśmy.) Muszę przecież przyznać, że odczułam raczej dumę niż przykrość, gdy mi we francuskim referacie zabrzmiało pół-swojsko Ercole (choć to po prostu Herkules) Dembowski, a także, gdy w prospekcie wydanym we Francji z okazji ostatniego powrotu komety Halleya, odkryłam odbitki sztychów z podpisem Stanislas Lubienietz (choć to dla nas raczej Stanisław Lubieniecki).

Zasadniczo w części historycznej Kolokwium pojawiły się dwa typy prezentacji: podsumowujące i klasyfikujące amatorską działalność astronomiczną oraz biograficzne obejmujące wąskie nieraz okresy czasu w danym kraju lub jedną tylko wybitną sylwetkę. Spośród tych pierwszych oprócz fundamentalnej pracy Williamsa zwrócił moją uwagę błyskotliwy referat Normana Sperlinga (USA) pt. „Śledztwo w sprawie historii astronomii” poświęcony roli amatorów w zgłębianiu przeszłości nauki o niebie. Amatorów-astronomów, będących nieraz zawodowymi historykami czy archeologami. Czy rzeczywiście amatorem przynajmniej w jednej z uprawianych dziedzin musi być ten, kto jak historyk danej nauki obiera specjalność interdyscyplinarną, to już inna sprawa. W każdym razie Sperling pobił rekord ilością pokazywanych przezroczy, zasypując salę w szczególności fotografiami sztychów z ludowymi wyobrażeniami zjawisk i obiektów niebieskich. Z jego wystąpienia wysnułam wniosek, że do słownika historii astronomii warto by dorzucić pojęcie „folkloru astronomicznego”, którego zabytki równie łatwo kolekcjonować jak „spadające gwiazdy”.

Jako o amatorach astronomii mówiono w Paryżu także o żeglarzach (Antoine Demerliac — Francja), dla których była ona nie tylko umiejętnością praktyczną jak wiązanie węzłów, ale często pasją i polem nieprzypadkowych odkryć. Nieco uwagi poświęcono astronomii jako inspiracji w sztuce malarskiej. Tu na wspomnienie zasługuje (Joël Barbier — Francja) unikatowy fresk — XVII wieczna mapa nieba w wieży Chateau de Saint-Jean-de Chepy, elemencie architektonicznym XIII wiecznego zamku należącego do miejscowego kasztelana i zarazem profesora matematyki w College de France.

Natomiast w biograficznych opracowaniach prócz wiodących nazwisk Heweliusza (ostatecznie widocznego jednak tylko w polskim referacie) i Flammariona pojawiło się wiele, wiele innych — nieraz zupełnie zapoznanych… Aż żal, że czas i miejsce nie pozwalają nawet na wymienienie, a tym bardziej na omówienie tu całego dorobku przedstawicieli astronomii amatorskiej, której historia nie wiadomo, gdzie się zaczyna, a przecież się jeszcze nie kończy.

Niebo otwarte dla wszystkich. Ten zaczerpnięty z prezentacji Joëla Chanoira (Francja) tytuł był leitmotivem części Kolokwium poświęconej nauczaniu i popularyzacji astronomii. Uzewnętrzniony w haśle egalitaryzm wykluczał w temacie jakąkolwiek hierarchię, systematykę, czy selekcję. Toteż sesje popularyzacyjne stały się czymś w rodzaju astronomicznego varieté, gdzie migały kolorowe przezrocza i pełne życia i entuzjazmu twarze miłośników astronomii — animatorów i popularyzatorów. W sesjach, które nazwałam skrótowo „popularyzacyjnymi” wyróżniono formalnie następujące tematy: planetaria, obserwatoria popularne i działalność popularyzacyjna obserwatoriów profesjonalnych, astronomia jako rekreacja i wreszcie będące właściwie osobnym zagadnieniem nauczanie astronomii. Ale w rzeczywistości inwencja i szerokość zainteresowań referentów nie pozwoliły na ścisłe rozgraniczenie zagadnień i tematy mieszały się często ze sobą w poszczególnych wystąpieniach.

Wśród wielu oryginalnych i efektownych prezentacji kilka zasługuje na osobne wspomnienie. Na przykład szczególnie podobało się słuchaczom wystąpienie Kundy Barvey (Indie), która — nim rozpoczęła omawianie działalności Planetarium im. Nehru w Bombaju — wprowadziła zebranych w odpowiedni nastrój nagraniem hinduskiej muzyki. A potem zadziwiła wszystkich bogactwem programu swego Planetarium i pomysłowością animatorów. Spośród wielu atrakcji zapamiętałam urządzane tam swojego rodzaju „happeningi”. Zwiedzających charakteryzuje się i przebiera za uczonych z dawnych wieków, np. za Galileusza albo Newtona, aby odtwarzali w zabawie ich epokowe odkrycia. Swoistym „happeningiem” w najlepszym sensie tego słowa było wystąpienie Bena Mayera (USA). Ten świetny i niekonwencjonalny mówca zaskoczył audytorium stwierdzeniem, że najprostszym przyrządem astronomicznym jest… druciany wieszak na ubrania, przez który demonstrować można nocne niebo, jeśli go tylko rozprostować i rozpiąć na nim przezroczystą folię z mapką gwiazdozbioru w odpowiedniej skali. Autor niecodziennej prezentacji specjalizuje się właśnie w prostych i tanich modelach, do jakich należy jego PROBLICOM — dostępny każdemu komparator błyskowy złożony z dwóch projektorów do slajdów o naprzemiennie przesłanianych obiektywach. Do podobnego gatunku „popularyzacji aktywizującej” zaliczyć można również działalność nauczyciela fizyki H. R. Millsa (Wielka Brytania) — nestora Kolokwium, człowieka pełnego entuzjazmu, dowcipu i osobistego uroku. (Jego mali uczniowie konstruują zegary słoneczne, sekstanty i inne narzędzia i modele astronomiczne, z których najprostszym jest plantearium pod… parasolem.) A także Promenadę Układu Słonecznego (A. Tarnuzer — Szwajcaria) czyli „planetarną ścieżkę zdrowia” (jak można się domyślić, chodzi tu o trasę spacerową w plenerze, której odcinki proporcjonalne są do wzajemnych odległości planet w Układzie Słonecznym, a w każdym punkcie postoju odnaleźć można wyobrażające planety kule o odpowiednich średnicach i tablice z informacjami planetologicznymi.) I wreszcie, wspomnieć należy niezwykłą imprezę astronomiczną zorganizowaną w 1985 roku w szesnastu stacjach paryskiego metra (I. Beauvois — Francja), gdzie w ciągu dwóch tygodni propagowano wydawnictwa, filmy i modele astronomiczne oraz inne atrakcje, do których mógł mieć dostęp każdy przypadkowy przechodzień. Do niecodziennych pod względem organizacyjnych form popularyzacji zaliczyć można i te, jakie stosuje Instytut Astrofizyki na Wyspach Kanaryjskich (I. Garcia de la Rosa — Hiszpania). Przykładem tych form może być fakt uczczenia w 1986 r. powrotu Komety Halleya wydaniem bankietu (Star Party), w którym wzięło udział — z rozmachem typowo iberyjskim — 50 000 osób.

Tak więc część popularyzacyjna Kolokwium zdominowana była przez błyskotliwość z jednej strony, a z drugiej — przez, egzotyzm. A właściwie — na dobrą sprawę — przez niezwykłe osobowości ludzkie, których niestety znów nie sposób nawet wymienić.

Racja nieobecnych. Sesje historyczne i popularyzacyjne nazwać by można autotematycznymi, na nich bowiem albo profesjonaliści próbowali określić rolę amatorów, albo też amatorzy w sposób jawny określali się sami. Właściwym jednak sposobem samookreślenia się amatorów było zdanie relacji z tego, co robią dzisiaj w ramach poszczególnych astronomicznych specjalności. Dlatego też największą ilość czasu poświęcono na 98 Kolokwium IAU obserwacjom.

Niestety nie mogę w tym zakresie służyć rejestrem wrażeń, bo z równolegle odbywających się posiedzeń wybierałam najbardziej mnie interesujące historyczne i popularyzacyjne. Z rozprowadzanego na Kolokwium programu wynika, że reprezentowane były na nim wszystkie typowe dla miłośniczej astronomii dziedziny. Tak więc: komety — ze szczególnym uwzlgędnieniem ostatnich odwiedzin komety Halleya i programu International Halley Watch (S. Edberg — USA), gwiazdy zmienne — od pojedynczych krzywych zmian blasku po programy obserwacyjne dużych i małych towarzystw i zrzeszeń, na czele z AAVSO (Janet Matei — USA). Nie zabrakło miejsca dla zakryć gwiazd przez Księżyc i planetoidy i obecności IOTA (H. J. Bode — RFN) oraz dla obserwacji słonecznych. Omówiono nowoczesne metody obserwacyjne i ich zastosowanie w astronomii amatorskiej — techniki video, kamery CCD, techniki komputerowe. A wszędzie kładziono nacisk na współpracę profesjonalistów z amatorami w zakresie: użytkowania przez amatorów profesjonalnych teleskopów — „Towarzystwo T60 na Pic du Midi” (Ch. Buil — Francja), tworzenia wspólnych banków informacji — system informacyjny „Videotex” dostępny dla każdego przez 24 godziny na dobę — Association Française d'Astronomie (B. Pellequer — Francja) i udziału amatorów w programach badań satelitarnych — HIPPARCOS (P. Bacchus — Francja).

Decydując się na udział w sesjach poświęconych historii i popularyzacji astronomii należałam do nieszczęśliwców żałujących, że prawa fizyki nie pozwalają makroskopowym obiektom z wystarczająco dużym prawdopodobieństwem przebywać w dwóch miejscach przestrzeni w tym samym czasie.

„Sous le ciel de Paris…” Na wielojęzyczną i kolorową grupę uczestników 98 Kolokwium czekało w Paryżu nieco dodatkowych przyjemności, czyli tego, co nazywamy imprezami towarzyszącymi. Obok tradycyjnego przyjęcia w Hôtel de Ville — siedzibie Mera Paryża — zaoferowano nam zwiedzenie muzealnego Observatoire de Paris. Odnalazłam tam ze wzruszeniem obok historycznego instrumentarium pierwsze wydania dzieł Newtona i Maupertuis oraz kilka nie znanych mi portretów Kopernika. Mieliśmy także możliwość obejrzenia Cité de Sciences (Miasteczka Nauki), gdzie obok bogatego programu miejscowego planetarium (programu z przesłaniem humanistycznym i pacyfistycznym) przyciągają tłumy modele i gry komputerowe służące dzieciom i młodzieży do nauki poprzez zabawę — „w spektroskopię”, „w fotometrię”, „w diagram H–R czyli ewolucję gwiazd”, w pasjonujące „poszukiwanie pozaziemskiego życia”.

Ponadto jedno popołudnie zajęła uczestnikom wycieczka do filii Obserwatorium Paryskiego w Meudon, którą na miejscu oprowadzał znany astronom francuski Audoin Dollfus. W tej aktywnej wciąż (mimo konkurencyjnych obserwatoriów, jak choćby Pic du Midi) placówce pracują między innymi: dwa heliografy, 1-metrowy teleskop przeznaczony do obserwacji Księżyca, planet, komet i planetoid oraz celostat. Domeną obserwatorium są badania helio- i astrofizyczne, szczególnie studia nad budową gwiazd i materią międzygwiazdową.

Kolokwium towarzyszyła ponadto prelekcja znakomitego popularyzatora angielskiego Patricka Moore'a pt. „Obserwacje Księżyca i planet w wykonaniu amatorów i profesjonalistów”.

Nie trzeba chyba dodawać, że atrakcją 98 Kolokwium IAU było również jego miejsce. Tym wszystkim, którzy na to niezwykłe spotkanie astronomiczne przyjechali z daleka, dźwięczy zapewne dotychczas w uszach stara piosenka Edith Piaf — sentymentalna melodyjka, która nagle nabrała nowej, zgoła poważnej wymowy: „Pod niebem Paryża” — „Sous le ciel de Paris”…

(Źródło: „Urania” nr 11/1987)
   wstecz        dalej    

© „Urania — Postępy Astronomii”
webmaster: Marek Gołębiewski