URANIA — Postępy Astronomii o n l i n e
artykuły on-line
Urania - Postępy Astronomii Urania-Postępy Astronomii 4/2006
 Archiwum artykułów:
 Linki sponsorowane:

Dwie nowe książki o sprawie Galileusza

Andrzej Krasiński

Czytelnicy „Uranii” mieli okazję zapoznać się ze sprawą rehabilitacji Galileusza w latach 1981 – 1992 [1–2]. Przypomnijmy w skrócie. Papież Jan Paweł II powołał w roku 1981 komisję do ponownego zbadania okoliczności procesu Galileusza przed sądem Inkwizycji, przeprowadzonego w latach 1632 – 1633. W świetle dzisiejszej wiedzy sprawa wydawała się oczywista, toteż świecka publiczność spokojnie czekała na wynik. Raport komisji, ogłoszony w roku 1992, wywołał jednak powszechne niezadowolenie. W dwustronicowym tekście tylko jeden krótki akapit mówił o błędnej decyzji kościelnego sądu i o krzywdzie wyrządzonej wielkiemu człowiekowi. Pozostała część tekstu była zamaskowaną próbą usprawiedliwienia Kościoła oraz zrzucenia części odpowiedzialności za sprawę na jej ofiarę.

Poza środowiskiem Kościoła sprawa jest uważana za niezamkniętą — historycy badają ją nadal. Jedno z podsumowań tych badań ukazało się w roku 2005 [3]. Jest to, wzbogacony o kilka nadesłanych artykułów, zbiór referatów z konferencji pod tym samym tytułem, która odbyła się w Notre Dame w roku 2002. Dzieło to jest trudne w czytaniu dla niefachowego czytelnika, ponieważ autorzy — historycy piszący dla historyków — wtrącają do swoich tekstów liczne dygresje odnoszące się do wydarzeń późniejszych i wcześniejszych niż aktualnie opisywane. Dlatego dobrze jest zapoznać się przedtem z chronologicznym przebiegiem zdarzeń. Rolę tę może spełnić książka G. de Santillany [4], napisana przystępnie i z dużym talentem literackim.

Czytelnik, który przebrnie przez trudności spowodowane erudycją autorów i mnogością odwołań do dokumentów, w nagrodę otrzyma dużą porcję bardzo ciekawej wiedzy. Dla mnie jednym z ciekawszych był następujący szczegół. Galileusz uważał, że jeśli w świetle nowych odkryć pewne stwierdzenia Pisma Świętego zaczynają wydawać się nam nieprawdziwe, to znaczy, że źle rozumieliśmy Pismo i musimy nauczyć się interpretować je po nowemu. Okazuje się, że to podejście wcale nie było w XVII w. nowe. Jako pierwszy zaproponował je św. Augustyn 1200 lat wcześniej! W dziele De Genesi ad literam („O dosłownym znaczeniu Księgi Rodzaju”) pisał on tak: „Prawda jest zawarta raczej w tym, co Bóg objawia, nie w tym, co błądzący po omacku ludzie przypuszczają. Lecz jeśli potrafią oni poprzeć swoją doktrynę niepodważalnymi dowodami, to musimy wykazać, że stwierdzenie Pisma (…) nie jest w sprzeczności z prawdziwością ich konkluzji” ([3], s. 92 — moje tłumaczenie z angielskiego przekładu tekstu łacińskiego). Dalej pisze on: „…różne interpretacje [Pisma] są czasem możliwe, bez uszczerbku dla naszej wiary. W takim przypadku nie powinniśmy pospiesznie i twardo stawać po jednej stronie, ryzykując, że jeśli dalszy postęp w poszukiwaniu prawdy przekonująco podważy nasz pogląd, upadniemy razem z nim.” ([3], s. 97). To zostało napisane w V w.! Już wtedy św. Augustyn przeczuwał, że wiedza ludzka będzie się rozwijać i może zmusić nas do nowych spojrzeń na Pismo Święte. Gdyby uczeni teolodzy w XVII w. zechcieli posłuchać tej rady, mogłoby nie dojść do procesu Galileusza…

Inna ciekawostka: Galileusz tak bardzo starał się przekonać ludzi Kościoła do teorii Kopernika nie tylko dlatego, że mocno wierzył w jej prawdziwość. Jako głęboko wierzący chrześcijanin chciał uchronić swój Kościół przed przyszłą kompromitacją, jaką byłoby opowiedzenie się po złej stronie w tym sporze. W różnych pismach, przy różnych okazjach, wielokrotnie zapewniał o swoim pełnym pokory i miłości szacunku dla Kościoła (np. [3], s. 273 – 274). Nie udało się… Małość ludzkiego ducha zwyciężyła i zaciążyła nad dalszą historią Kościoła.

Lektura książki uświadamia dzisiejszemu czytelnikowi, z jak bezsensownymi przeszkodami musieli walczyć pionierzy nowoczesnej nauki. Do XVII w. powszechnie obowiązywała zasada dosłownego odczytywania Pisma Świętego i szukania w nim odpowiedzi na pytania będące domeną nauki. Zwolennicy teorii Kopernika mogli używać jej jako podstawy do obliczeń pod warunkiem, że traktowali ją jako hipotezę, a nie jako dosłowny opis rzeczywistości. W żargonie teologów zgodność wyników obliczeń z obserwacjami nazywała się „zachowywaniem pozorów” („saving the appearances” — [3], s. 249). Ktokolwiek chciał traktować teorię Kopernika jak opis rzeczywistości, ściągał na siebie nieprzyjazną uwagę Inkwizycji. „Dowodem” na to, że Słońce krąży wokół Ziemi był między innymi następujący cytat z Pisma Świętego: podczas bitwy pod Gibeonem „…rzekł Jozue w obecności Izraelitów: Stań, słońce, nad Gibeonem!…” (Księga Jozuego 10:12, patrz [5], s. 123 i [6] s. 215) i dalej: „Czyż nie jest napisane w Księdze Sprawiedliwego: Zatrzymało się Słońce na środku nieba i prawie cały dzień nie spieszyło do zachodu?” (Księga Jozuego 10:13, [6] s. 215).

Stosunek Kościoła do teorii Kopernika zmieniał się w ciągu 370 lat, jakie minęły od wyroku na Galileusza. W roku 1633 papież Urban VIII i Święte Oficjum, jak pisze jeden z autorów, „went out of their way to frighten Copernicans” („stawali na głowie, aby przerazić zwolenników Kopernika”). Dopilnowali oni, aby wyrok sądu kościelnego i słowa skruchy Galileusza zostały rozpowszechnione wśród matematyków, astronomów i filozofów w Europie ([3], s. 281). Terror okazał się początkowo skuteczny ([3], s. 284). Jednak z upływem czasu ludzie Kościoła stopniowo uświadamiali sobie, że stanęli po złej stronie i że zakaz rozpowszechniania teorii Kopernika coraz bardziej ich kompromituje. Mimo to nie potrafili zdobyć się na zmianę decyzji. W XVIII w. przyjął się więc następujący obyczaj: astronomowie poprzedzali swoje dzieła zastrzeżeniem, że teoria Kopernika jest tylko hipotezą, po czym swobodnie posługiwali się nią nie ukrywając, że traktują ją jako opis rzeczywistości — Kościół udawał natomiast, że wszystko jest w porządku. Do przesilenia doszło w roku 1820. Papieski cenzor, Filippo Anfossi, odmówił zgody na druk książki astronoma Giuseppe Settelego, ponieważ autor otwarcie nauczał systemu heliocentrycznego, łamiąc w ten sposób zakaz Inkwizycji z roku 1616. Settele zaskarżył tę decyzję do papieża Piusa VII, który z kolei przekazał sprawę Kongregacji Indeksu i Świętemu Oficjum (Inkwizycji). Kongregacja Indeksu dała zgodę na druk, zaś Oficjum zmieniło decyzję Anfossiego. Uzasadnienie było następujące: inkwizytorzy z 1616 r. nie stwierdzili, że heliocentryzm jest sprzeczny z wiarą, tylko że jest sprzeczny z tradycyjnym rozumieniem Pisma ([3], s. 279 – 280). Wkrótce potem, w 1835 r., „Dialog” Galileusza został wykreślony z Indeksu Ksiąg Zakazanych. (Więcej o tej historii patrz niżej, przy omówieniu drugiej książki).

Najsilniejsze wrażenie robi ostatni rozdział książki, którego autorem jest George Coyne, w jednej osobie zakonnik jezuita, profesor astrofizyki, dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego w Castel Gandolfo i członek wspomnianej na wstępie komisji papieskiej. W rzeczowym wywodzie pokazuje on, że komisja nie wykonała powierzonego jej zadania i w gruncie rzeczy pozorowała tylko działalność. W jej składzie byli wyłącznie duchowni zajmujący wysokie stanowiska w kościelnej hierarchii, nie było zaś ani jednego historyka czy filozofa nauki. Jedyny astrofizyk (sam Coyne) został powołany do niej tylko dlatego, że był dyrektorem obserwatorium. Komisja zebrała się 7 razy w okresie 1981 – 1983, po czym nastąpiła 7-letnia przerwa, w ciągu której nie działała ona i jej członkowie nie kontaktowali się między sobą. Ukazywały się w tym czasie prace napisane z inspiracji komisji, ale ich współautorami byli ludzie spoza jej składu, zaś komisja nie zapoznawała się z treścią artykułów przed opublikowaniem. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy były nieustające problemy zdrowotne przewodniczącego, kardynała Gabriela-Marie Garrone. W roku 1990 kardynał Paul Poupard, w zastępstwie Garrone, rozesłał list do członków komisji, zamykający jej prace. Następnym i ostatnim wydarzeniem w jej historii było ogłoszenie komunikatu końcowego w roku 1992 (napisanego bez konsultacji z ogólnym gremium). Komisja kilkakrotnie postanawiała zwrócić się z prośbą do papieża o zgodę na otwarcie dla badaczy archiwum Inkwizycji, ale nie jest pewne, czy którakolwiek z tych próśb dotarła do adresata. Dopiero po roku 1992 Papieska Akademia Nauk zainicjowała projekt opublikowania wszystkich dokumentów Inkwizycji dotyczących relacji Kościoła z nauką.

Autorzy powstrzymali się od wyciągania wniosków i formułowania ocen. Ostatnie słowo w tej sprawie musi w końcu zostać wypowiedziane przez przedstawicieli Kościoła…

Druga książka, której warto poświęcić uwagę, to opracowanie historyczne, przedstawiające dzieje sprawy Galileusza od roku 1633 do czasów współczesnych, napisane przez Maurice Finocchiaro [5].1 Zbieżność dat wydania obu książek jest przypadkowa, ale uzupełniają się one znakomicie. Liczne zawarte w [5] cytaty z listów i dokumentów pozwalają czytelnikowi na zapoznanie się z przemyśleniami ludzi różnych epok na temat Galileusza i jego losu. Jest to lektura niezwykle ciekawa. Okazuje się, że sprawa Galileusza budziła ostre kontrowersje od samego początku i jeszcze za życia Galileusza niektórzy ludzie wypowiadali się z zadziwiającą śmiałością przeciwko stanowisku Kościoła. Jako przykład może posłużyć relacja napisana w roku 1633 przez Giovanfrancesco Buonamiciego, dyplomatę skoligaconego z Galileuszem. Zawiera ona takie np. zdania:2 „Te i inne dowody [systemu heliocentrycznego], które Galileusz za pomocą teleskopu odkrył na niebie wcześniej niż ktokolwiek inny, wzbudziły zazdrość wielu osób; będąc zazdrosnymi o jego chwałę i niezdolnymi do zaprzeczenia oczywistej prawdzie tych odkryć, zaczęli oni go prześladować; w szczególności dotyczy to zakonników dominikańskich, którzy skierowali się do Inkwizycji i Świętego Oficjum w Rzymie…” ([5], s. 34). „Zaaprobowana w opisany wyżej sposób, książka ta została wydrukowana we Florencji. Obudziła ona jeszcze raz jego prześladowców [dominikanów]; wsparli ich (…) [jezuici], z powodu osobistej urazy kogoś z ich zakonu [Christopha Scheinera] do Galileusza w sprawie pierwszeństwa odkrycia plam słonecznych; wnieśli więc nowe skargi do tego samego trybunału, który jest zawsze gotowy do oskarżeń i gotowy gromić wolną myśl potępieniami i ekskomunikami.” ([5], s. 35).

Jeszcze ostrzej wypowiedział się w roku 1661 angielski wydawca dzieł Galileusza, Thomas Salusbury:3 „Jego Świątobliwość [Papież Urban VIII] skutkiem tego poczuł nieprzejednany gniew na naszego autora, i myśląc, że żadna inna zemsta nie będzie dostateczna, zaangażował swój apostolski autorytet (…), aby potępić go i objąć zakazem jego książkę jako heretycką; prostytuując opinię Kościoła dla swojej prywatnej zemsty” ([5], s. 79).

Znajdujemy też w tej książce dowód skuteczności taktyki Inkwizycji, która usiłowała zastraszyć matematyków i astronomów w całej Europie (patrz wyżej). René Descartes, gdy dowiedział się o wyroku na Galileusza, jego wymuszonych słowach skruchy i o uzasadnieniu wyroku, zrezygnował z publikacji napisanego już dzieła pt. Świat. (Zostało ono opublikowane 14 lat po jego śmierci, w roku 1664 — zaś wszystkie dzieła Kartezjusza zostały potępione przez Kościół w roku 1663 i wpisane do Indeksu Ksiąg Zakazanych w roku 1664). W liście do Marina Mersenne'a Descartes opisał swoją reakcję następująco: „Było to dla mnie tak wielkim szokiem, że prawie postanowiłem spalić wszystkie moje papiery, a przynajmniej nie pokazywać ich nikomu innemu. (…) za żadne skarby świata nie chciałbym napisać dzieła zawierającego choćby słówko potępione przez Kościół, ale też wolę utajnić je niż opublikować okaleczone” ([5], s. 44).

Za Galileuszem wstawiały się do papieża Urbana VIII liczne wysoko postawione osobistości, a wśród nich — ówczesny polski król Władysław IV Waza ([5], s. 55 – 56). Wszystko bezskutecznie. Spór polityczny Władysława IV z papieżem doprowadził do zerwania stosunków politycznych Polski z Watykanem w 1642 r.

Duch młodzieńczej przekory nie opuścił Galileusza nawet wtedy, gdy, będąc już ponad 70-letnim człowiekiem, żył w areszcie domowym nakazanym wyrokiem Inkwizycji. W liście do swojego znajomego, paryskiego prawnika Elii Diodati, zrelacjonował przyjacielskie odwiedziny, demonstracyjnie złożone mu przez wielkiego księcia Florencji, i skomentował to tak: „Nie ucierpiałem zatem wcale w dwu sprawach, które powinny być cenione ponad wszystko, to jest zdrowiu i reputacji. (…) Zło i niesprawiedliwość wyrządzona mi przez zazdrość i złą wolę nie martwiły i nie martwią mnie wcale. Przeciwnie, (…) rozmiar tej obrazy jest pociechą dla mnie i stanowi coś w rodzaju zemsty; niesława obraca się przeciw zdrajcom i ludziom opanowanym przez ignorancję — matkę złej woli, zazdrości, złości i wszystkich innych nikczemnych, brzydkich występków i grzechów” ([5], s. 56). Równie oryginalne myśli zawiera list do innego wybitnego prawnika i polityka, Nicolasa de Peiresc, z podziękowaniem za wstawiennictwo: „…nie mam nadziei na żadną poprawę, ponieważ nie popełniłem żadnego przestępstwa. Mógłbym mieć nadzieję na łaskę i wybaczenie, gdybym popełnił błąd, ponieważ za błędy książęta mogą zawiesić karę lub ułaskawić; lecz w stosunku do kogoś, kto został skazany niesprawiedliwie, korzystne jest dla nich być surowymi, bo jest to przykrywką dla legalności postępowania” ([5], s. 59).

Po śmierci Galileusza kontrowersje wokół jego „Dialogu” i wyroku Inkwizycji z 1633 r. nie wygasły i przechodziły skomplikowaną ewolucję. Wydarzenia te, opisane w książce Finocchiaro, nie są powszechnie znane, więc omówię krótko te z nich, które wydały mi się najciekawsze.

Przede wszystkim zwraca uwagę bardzo silny opór, jaki wśród ludzi Kościoła budziła myśl o przyznaniu się do błędu. Niechęć ta sprawiła, że Kościół długo bronił się przed wykreśleniem dzieł Kopernika i Galileusza z Indeksu Ksiąg Zakazanych nawet wtedy, kiedy teoria Kopernika była już ogólnie zaakceptowana. Na przykład, w roku 1757 Kongregacja Indeksu podjęła decyzję, zaaprobowaną przez papieża Benedykta XIV, aby z najbliższego wydania Indeksu usunąć ogólny zakaz publikacji ksiąg nauczających o ruchu Ziemi i nieruchomości Słońca. Wydanie z roku 1758 nie zawiera już tego zakazu, ale nadal zawiera zakaz publikacji pięciu podstawowych książek, które w swoim czasie spopularyzowały system kopernikowski (autorami tych książek byli Kopernik, Paolo A. Foscarini, Diego de Zúńiga, Kepler i Galileusz [5] s. 138 – 139 i 153 – 154).

Tę niechęć wzmagała świadomość, że teoria Kopernika była ogólnie uznawana w świecie protestanckim, więc przyznanie się Kościoła do błędu wzmocniłoby jego protestanckich przeciwników. Relacje z protestantyzmem dały okazję do paru kontrowersji wewnątrz Kościoła. Papieski konsultant z roku 1757, Carlo Lazzari, argumentował, że cofnięcie decyzji Inkwizycji z roku 1633 odbierze broń przeciwnikom Kościoła katolickiego, a Kościołowi przysporzy szacunku. Przywołał on jako argumenty przykłady z przeszłości i skomentował je następująco: „Czasem heretycy byli pierwsi lub najbardziej precyzyjni we wskazówkach, jakie nam dawali w sprawach kościelnych; nie zostały one odrzucone” ([5], s. 149).

Ponieważ otwarte stawanie przeciwko teorii Kopernika coraz bardziej izolowało Kościół od środowiska naukowego, autorzy sprzyjający Kościołowi próbowali różnych retorycznych sztuczek. Na przykład, francuski dziennikarz Jacques Mallet du Pan opublikował w roku 1784 w dzienniku Mercure de France obszerny wywód, w którym dowodził, że Galileusz nie był prześladowany za swoje poglądy naukowe, tylko za niewłaściwe wypowiedzi z dziedziny teologii ([5], s. 159 – 163). Podkreślał też, że Galileusz był traktowany przez Inkwizycję z niezwykłym szacunkiem, np. nie został zamknięty w więzieniu, lecz mieszkał w wygodnych apartamentach. Wypowiedzi tego rodzaju były w późniejszych latach powtarzane w innych publikacjach bez podania źródła i przekształcały się w mity. Po artykule du Pana ukazała się w tej samej gazecie replika Girolamo Ferri, który stwierdził, że „przesada w prawdzie jest kłamstwem” ([5], s. 161) — było to podsumowanie techniki polemicznej du Pana.

Girolamo Tiraboschi, jezuita i bibliotekarz księcia Modeny, w roku 1797, w 10. tomie swojej 13-tomowej historii literatury włoskiej dowodził, że Galileusz sam na siebie ściągnął nieszczęście, ponieważ prezentował swoje poglądy w sposób zbyt natarczywy oraz wykazywał zbyt wielki zapał i pasję w dyskusjach ([5], s. 167). Swój wywód Tiraboschi podsumował radą: „Niech ten przykład będzie lekcją dla uczonych mężów: aby byli bardziej ostrożni w starciach nie tylko z powszechną opinią innych akademików, ale także z przesądami ludzi; i niech dadzą się przekonać, że im bardziej obrońcy prawdy unikają używania przemocy lub podstępu w dążeniu do celu, tym łatwiej prawda stanie się znana i zatriumfuje nad błędem” ([5], s. 172).

Rys. 3

Portret Galileusza. Źródło: Wikimedia Commons

Losy dokumentów Inkwizycji podczas wojen napoleońskich były bardzo burzliwe. Armia Napoleona w roku 1798 zajęła Rzym i ogłosiła detronizację papieża Piusa VI. Papież został deportowany do Florencji. Następny papież, Pius VII, na krótko wrócił do Rzymu za zgodą Napoleona, ale nie był mu posłuszny w sprawach polityki międzynarodowej, więc został też zdetronizowany w roku 1809 i deportowany do Francji. W roku 1810, na rozkaz Napoleona, całe ogromne archiwum papieskie zostało przetransportowane z Rzymu do Paryża,4 a następnie, w roku 1811, rozpoczęto prace nad kompletnym tłumaczeniem na francuski i wydaniem tej części archiwum, która dotyczyła sprawy Galileusza ([5], s. 175 – 177). Osobisty bibliotekarz Napoleona, Antoine A. Barbier, tak argumentował za publikacją ([5], s. 176): „Dowodzą one dobrej wiary i światłości umysłu uczonego astronoma i równocześnie ujawniają perfidię i ignorancję jego oskarżycieli. Opublikowanie tych dokumentów jest godne panowania Waszej Cesarskiej Mości.” Projekt zrealizowano częściowo, jego kontynuację przerwała klęska Napoleona. Nowy francuski rząd restytuował monarchię i zdecydował, że archiwa papieskie mają wrócić do Rzymu. Ale tu zainterweniował rachunek ekonomiczny. Objętość dokumentów i koszt ich transportu spowodowały, że 2/3 z nich zniszczono albo sprzedano producentom tektury. W ten sposób przepadło na zawsze 3600 tomów protokołów z procesów i 300 tomów wyroków sądów Inkwizycji ([5], s. 178). Od zniszczenia ocalały dokumenty procesu Galileusza, które już w XVIII w. zostały wydzielone z ogólnego archiwum i były przechowywane osobno. Francuscy dysponenci tych dokumentów ociągali się jednak ze zwrotem. Zaginęły one na czas dłuższy i wróciły do Rzymu dopiero w roku 1843 ([5], s. 223 i 230).

Wspomniana już sprawa Settelego ciągnęła się długo ([5], rozdz. 10). Za opublikowaniem książki Settelego opowiadała się większość ludzi z kręgu papieża i Inkwizycji. Cenzor Anfossi stał jednak na stanowisku, że zakaz z roku 1616 nadal obowiązuje nie tylko formalnie, ale też jest merytorycznie słuszny. („Święta Kongregacja powiedziała nam, że twierdzenie, jakoby ruch obrotowy naszego globu był prawdopodobny, jest bardzo poważnym błędem” — [5], s. 213.) W obronie swojego stanowiska walczył twardo i nieustępliwie, posuwając się nawet do odmowy wykonania decyzji papieża i sądu Inkwizycji. Naraził się przy tym na śmieszność, gdy opublikował polemiczną broszurkę, na wydanie której sam sobie wydał zezwolenie jako papieski cenzor. To nieposłuszeństwo ściągnęło na niego ryzyko stanięcia przed sądem Inkwizycji w roli oskarżonego, ale w tym wypadku Kościół okazał się wyrozumiały. Maurizio Benedetto Olivieri, konsultant Inkwizycji w tej sprawie, poddał wszystkie argumenty Anfossiego bezlitosnej i miażdżącej krytyce, lecz w konkluzji stwierdził, że były to błędy popełnione w dobrej wierze i z nadmiaru gorliwości. „Został on uwiedziony przez osoby, które były niekompetentne, ale które wydawały mu się (i jestem pewien, że były) «poza wszelkim podejrzeniem»” ([5], s. 217 – 218).

Raport Olivieriego jest w całości zacytowany w książce Finocchiaro. Zawiera on wszechstronną analizę sytuacji z XVII i początku XIX w. Oto charakterystyczny fragment: „…istnieje wiele innych przykładów uczonych, którzy, mimo że przedstawiali kontrargumenty, zastrzeżenia i poprawki im nakazane, równocześnie starannie dawali do zrozumienia, że zostali do tego zmuszeni przez innych, lecz oni sami w rzeczywistości skłaniali się ku poparciu ruchu Ziemi.” [Tu przykłady nazwisk i sytuacji]. „Ułomność, moralna i inna, tych zewnętrznych deklaracji posłuszeństwa, które w rzeczywistości są symulowane, jest dla mnie mocnym powodem do usunięcia zakazu” ([5], s. 212). Finocchiaro stwierdził jednak, że argumentacja Olivieriego w swojej końcowej wymowie jest dość niebezpieczna. Olivieri dowodził bowiem, że w roku 1820 należało odwołać zakaz nauczania kopernikanizmu i usunąć kopernikańskie książki z Indeksu, ale z równą stanowczością dowodził, że decyzja Inkwizycji podjęta w roku 1633 była, w tamtym momencie i przy ówczesnej wiedzy naukowej, słuszna ([5], s. 221).

Jedną z najoryginalniejszych była wypowiedź szkockiego fizyka Davida Brewstera (znanego nam z badań nad polaryzacją światła), który był teologiem z wykształcenia i miał uprawnienia kaznodziei. W roku 1835 opublikował on raczej nieprzyjazną biografię Galileusza, a główny zarzut był następujący: „Ale jakie usprawiedliwienie możemy wymyślić dla upokarzającego przyznania się do winy i odwołania poglądów przez Galileusza? Dlaczego ten mistrzowski duch swojego okresu — ten wysoki kapłan gwiazd — ten sędziwy mędrzec, którego wspaniała kariera była bliska ukoronowania — dlaczego odrzucił koronę męczennika, której sam pożądał, i która, upleciona z nieśmiertelnych laurów, miała właśnie zstąpić na jego głowę? (…) Galileusz stchórzył ludzkim strachem, a jego poddanie się było ocaleniem Kościoła. Miecz Inkwizycji opadł na jego zniszczony kark; i chociaż jego uderzenie nie było fizyczne, spadł on z fatalnymi skutkami moralnymi dla osobowości ofiary i dla godności nauki” ([5], s. 224 – 225).

Druga połowa XIX w. była złotym okresem badań nad sprawą Galileusza. Wszystkie dawniejsze mity i interpretacje różnych szczegółów tej sprawy zostały od nowa, wszechstronnie i gruntownie przebadane ([5], rozdz. 11). Odnaleziono nieznane przedtem historykom dokumenty, po raz pierwszy niektórzy świeccy historycy uzyskali dostęp do oryginalnych dokumentów Inkwizycji z XVII w., co zaowocowało nowymi hipotezami i wnioskami (między innymi o sfałszowaniu ostrzeżenia Galileusza z roku 1616, umieszczonego w dokumentach procesu z 1633, [5] s. 242 – 254, patrz też [1]). Ten renesans nastąpił także po stronie wrogów Galileusza, wśród których wspomnieć trzeba Marino Mariniego, dyrektora tajnego archiwum Watykanu. Swój wywód w obronie Kościoła podsumował on tak: „Musimy stwierdzić, że prawdopodobnie nigdy nie było procesu sądowego tak sprawiedliwego i mądrego jak ten” ([5], s. 230).

Szczególnie zasłużonym badaczem w tym okresie stał się Austriak Karl von Gebler. Syn zawodowego żołnierza (marszałka) i sam z początku żołnierz, opuścił armię z powodu złego stanu zdrowia i jako samouk zabrał się za badanie historii sprawy Galileusza. W wieku 26 lat, w roku 1876, opublikował książkę, która zdobyła mu taki szacunek, że uzyskał dostęp do archiwów watykańskich i w sposób bardzo staranny wykorzystał i przygotował do publikacji znalezione tam materiały. Odpisy i objaśnienia dokumentów zostały włączone do włoskiego i angielskiego tłumaczenia jego książki, które ukazały się w roku 1879. Niestety, autor nie doczekał wydania — zmarł w roku 1878. Według Finocchiaro jest to najlepsze opracowanie tych dokumentów i jest użyteczne jeszcze dzisiaj, przynajmniej jako punkt wyjściowy do badań ([5], s. 255).

Na fali tego zainteresowania, w pobliżu Villa Medici w Rzymie, wzniesiono w roku 1877 marmurową kolumnę upamiętniającą Galileusza, na której umocowano tablicę z napisem „Pałac w pobliżu tego miejsca, kiedyś należący do rodziny Medici, był więzieniem Galileo Galilei, którego winą było, że zobaczył Ziemię krążącą wokół Słońca. SPQR MDCCCXXXVII” ([5], s. 261).5

Rys. 4

Papież Leon XIII. Źródło: Wikimedia Commons

Podsumowaniem złotego okresu było narodowe wydanie kompletnego zbioru dzieł Galileusza. Decyzją króla włoskiego wydanie zostało sfinansowane z państwowej kasy i ukazało się w 20 tomach w latach 1890 – 1909, pod redakcją zespołu naukowego, którego przewodniczącym był Antonio Favaro. Na mocy decyzji papieża Leona XIII, panującego w latach 1878 – 1903, Favaro uzyskał dostęp do tajnego archiwum Watykanu i do jeszcze trudniej dostępnego archiwum Inkwizycji w Rzymie.

Najważniejszym wydarzeniem okresu panowania Leona XIII było opublikowanie encykliki „Providentissimus Deus” w roku 1893. Papież, miejscami prawie cytując zdania Galileusza, ale nie powołując się na niego w żadnym fragmencie, ustanowił jego pogląd na relacje między nauką i religią jako oficjalną doktrynę Kościoła ([5], s. 263 – 266).6

Nie zakończyło to jednak kontrowersji. W roku 1908 fizyk Pierre Duhem opublikował książkę, w której dowodził, że teorie fizyczne nie są wyjaśnieniami zjawisk natury, zaś ich hipotezy nie są stwierdzeniami o naturze, lecz tylko założeniami mającymi doprowadzić do wniosków zgodnych z doświadczeniem. Na bazie tego stwierdzenia dowodził, że Kościół w osobach papieża Urbana VIII i kardynała Bellarmino wykazał się w XVII w. lepszym zrozumieniem nauki niż Kepler i Galileusz ([5], s. 267).

Już w XIX w. temat sprawy Galileusza wszedł do literatury artystycznej, ale dopiero w wieku XX pojawiły się dwa dzieła, które zdobyły duży rozgłos i popularność. Był to dramat teatralny Bertolda Brechta, który w trzeciej wersji nosił tytuł „Życie Galileusza”, oraz niby-historyczna rozprawa Artura Koestlera pt. „Lunatycy: historia zmiennej wizji Wszechświata w oczach ludzi”. Dramat Brechta, w pierwszej wersji napisany w roku 1938 i przerobiony po raz ostatni w latach 1953 – 1956, do roku 1966 miał przynajmniej 89 przedstawień teatralnych na całym świecie ([5], s. 297). Obszerne streszczenie utworu Brechta ([5], s. 297 – 302) sprawia wrażenie, że autor prawie wiernie odtworzył wydarzenia z życia Galileusza, z mało istotnymi literackimi podkolorowaniami. Galileusz nie jest jednak w tym utworze bohaterem jednoznacznie pozytywnym. Brecht zarzuca mu, że podjął walkę przeciwko Kościołowi, od której mógł się uchylić (tak jak Kopernik), a następnie przegrał ją przez dezercję ([5], s. 305).

Utwór Koestlera, opublikowany w roku 1959, jest paszkwilem na Galileusza, pełnym niezgodnych z faktami historycznymi oskarżeń, dowodzących, że autor czytał stare teksty nie w pełni je rozumiejąc. Głównym oskarżeniem Koestlera było to, że z winy Galileusza nastąpił konflikt wiary i nauki, którego konsekwencje trwają do dziś ([5], s. 306 – 317). Mimo to, nie można odmówić trafności jednej z uwag: „Jego [Galileusza] metoda polegała na robieniu pośmiewiska z przeciwnika — w czym niezawodnie odnosił sukces, niezależnie, czy miał rację, czy się mylił (…). To była doskonała metoda, aby osiągnąć chwilowy sukces i zrobić sobie wroga na całe życie. Metodą tą nie dowodził on swoich racji, ale niszczył argumenty przeciwnika.” ([5], s. 310).

Raz w swojej historii Kościół zbliżył się na odległość pół kroku od rzeczywistej rehabilitacji ([5], rozdz. 6). Z okazji 300-lecia śmierci Galileusza, przypadającego w roku 1942, Papieska Akademia Nauk postanowiła opublikować książkę przedstawiającą jego sprawę w sposób obiektywny. Na autora wyznaczono Pio Paschiniego, księdza z Udine, który był wtedy prezydentem Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie. Odmówił on z początku, tłumacząc się brakiem przygotowania w dziedzinie fizyki, także w dziedzinie historii był specjalistą od innego okresu i innych tematów. Wskutek usilnego nalegania prezesa Akademii, Agostino Gemelli, zmienił jednak decyzję — i zrobił więcej, niż od niego oczekiwano. Przeprowadził gruntowne studia, wskutek których pisanie przeciągnęło się aż do roku 1945. Napisane przez niego dzieło było pełne ostro sformułowanych zarzutów pod adresem Kościoła i Inkwizycji. Recenzenci z Akademii zarzucili Paschiniemu między innymi, że zbyt surowo ocenił jezuitów. Paschini odmówił dokonania zmian w tekście, Akademia odmówiła więc publikacji i skierowała sprawę do watykańskiego Sekretariatu Stanu. Decyzją papieża Piusa XII sprawa została przekazana Świętemu Urzędowi. O stawianych mu zarzutach Paschini dowiadywał się ustnie z rozmów z osobami zajmującymi się sprawą ([5], s. 321 – 322). Zarzuty dotyczyły głównie trzech spraw: 1. Według funkcjonariuszy Św. Urzędu, książka była apologią Galileusza, nieobiektywnie przedstawiającą rolę Kościoła; 2. Galileusz nie był w stanie przedstawić przekonującego dowodu modelu Kopernika; 3. Krytyka konsultantów Inkwizycji z roku 1633 była zbyt ostra. Odpowiedź Paschiniego na zarzuty, zrelacjonowana przez Finocchiaro ([5], s. 323), zawierała następujące stwierdzenia: Nie ma niczego obiektywnego ani bezstronnego w mówieniu, że argumenty obu stron są jednakowo mocne, gdy w rzeczywistości nie są. Zarzut o braku przekonującego dowodu stosuje się z jeszcze większą siłą do modelu geocentrycznego. Natomiast obciążając konsultantów odpowiedzialnością za błędną decyzję, Paschini zmniejszał odpowiedzialność Kościoła i Inkwizycji. W liście do swojego przyjaciela Giuseppe Vale Paschini tak wyjaśnił tło swoich trudności: „Jest jasne jak słońce, że jezuici i dominikanie tracą twarz w tej aferze i nie lubią, gdy się im o tym mówi” ([5], s. 324).

Wreszcie, w roku 1946 Święty Urząd postanowił odłożyć książkę Paschiniego „na półkę”, decyzja została zatwierdzona przez watykański Sekretariat Stanu, zaś autorowi postanowiono wypłacić 20 000 lirów honorarium. Paschini umarł w roku 1962, lecz przedtem, w testamencie, przekazał rękopis swojemu wiernemu asystentowi Michele Maccarrone ([5], s. 326).

Po śmierci mistrza Maccarrone podjął starania o wydanie dzieła. Okazją do tego była 400. rocznica urodzin Galileusza, przypadająca w roku 1964 i odbywający się w tym czasie II Sobór Watykański. W roku 1964 Święty Urząd podjął decyzję o wydaniu książki bez stawiania żadnych warunków i zlecił sprawę Papieskiej Akademii, która mianowała belgijskiego jezuitę, Edmonda Lamalle, redaktorem wydania. Książkę opublikowano jeszcze w tym samym roku 1964. Poprzedzał ją wstęp Lamalle'a, w którym postawił on Paschiniemu szereg zarzutów, m. in. takie: książkę napisano 20 lat wcześniej, a od tamtej pory nauka historii zrobiła duży postęp; Paschini nie był specjalistą od tematu; oparł się tylko na narodowym wydaniu dzieł Galileusza i nie skonsultował innych źródeł; w związku z tym Paschini widział wszystkie fakty tylko oczami Galileusza i jego uczniów ([5], s. 327 – 328). W konkluzji wstępu Lamalle stwierdził jednak, że nie byłoby właściwe zmienianie wymowy książki ani dopisywanie do niej drugiej w postaci obszernych przypisów, toteż „nasze zmiany (…) były rozmyślnie bardzo dyskretne; ograniczyły się one do poprawek, które naszym zdaniem były niezbędne i do minimalnej aktualizacji bibliografii” ([5], s. 328).

Szczęśliwe zakończenie sprawy? Tylko z pozoru. Prawdziwy epilog nastąpił 14 lat później. Przedtem jednak, w końcowym dokumencie Soboru Watykańskiego II, wstawiono krótki fragmencik o relacjach nauki i wiary, w którym w przypisie wspomniano książkę Paschiniego. Soborową dyskusję o tej sprawie tak relacjonuje protokół: „Galilei. — Niewłaściwe jest mówić o tym w dokumencie. — Nie zmuszajmy Kościoła do powiedzenia: popełniliśmy błąd. Sprawa powinna być osądzona w kontekście tamtych czasów. W książce Paschiniego wszystko jest przedstawione w prawdziwym świetle” ([5], s. 329).

W roku 1978 seminarium duchowne w Udine zorganizowało konferencję dla uczczenia stulecia urodzin Paschiniego. Biblioteka seminarium posiadała oryginalny tekst książki Paschiniego podarowany jej przez Maccarrone po publikacji. Jeden z uczestników konferencji, Pietro Bertolla, postanowił porównać oryginał z opublikowaną wersją — i zrobił zaskakujące odkrycie. Deklaracja Lamalle'a, złożona we wstępie do książki, okazała się niezgodna z prawdą. Ingerencji edytorskich było wprawdzie niewiele, ale wszystkie zastępowały tezy Paschiniego, niepochlebne dla Kościoła i inkwizytorów, tezami odwrotnymi — z argumentami autora zastąpionymi przez całkiem inne zdania Lamalle'a. Podanie przykładów wymagałoby przytoczenia zbyt obszernych cytatów (patrz [5], s. 331 – 337). Kościół nie zajął w tej sprawie żadnego oficjalnego stanowiska i, jak dotąd, sprawa ta nie miała dalszego ciągu. Aż się prosi o komentarz, od którego Finocchiaro się powstrzymał: tak niewiele brakowało, aby Kościół dokonał wtedy prawdziwej autorehabilitacji. Cała żmudna praca została już zrobiona przez księdza Paschiniego, z inicjatywy Papieskiej Akademii Nauk… Chrześcijańska pokora jeszcze raz przegrała z intrygami.

Ostatnią częścią książki [5] jest opis wydarzeń z lat 1979 – 1992. To nie jest koniec historii sprawy, różne ważne teksty pojawiły się później, ale takie ramy autor narzucił swojemu dziełu. Do tego świeżego jeszcze tematu dodał on kilka mało znanych szczegółów. Aż do roku 1979 ludzie Kościoła przyznawali co najwyżej, że w roku 1633 Kościół popełnił błąd. Jan Paweł II jako pierwszy człowiek Kościoła zasugerował, że Kościół dopuścił się złego czynu („wrongdoing” — [5], s. 340); komentarz ten znalazł się w mowie papieża wygłoszonej w roku 1979 podczas zebrania Papieskiej Akademii Nauk, zwołanego dla uczczenia 100 rocznicy urodzin Einsteina. Wkrótce potem papież wezwał do podjęcia przez Kościół nowych badań nad sprawą Galileusza. Badaniom miały przyświecać trzy zasady: bezstronna współpraca strony naukowej i kościelnej, gotowość każdej strony do uznania własnych błędów i zasług drugiej strony oraz wykazanie harmonii między wiarą i nauką ([5], s. 340 – 341). Prasa zaczęła wtedy pisać o „rehabilitacji” — Kościół tego słowa nie używał ([5], s. 343). Komisja, powołana w roku 1981, miała kilka tematycznych podkomisji, mających za zadanie zbadanie różnych filozoficznych i teleogicznych aspektów sprawy, ale nie było w jej składzie ekspertów od Galileusza, nie było niekatolików i były tylko dwie osoby świeckie. Kardynał Agostino Casaroli, watykański sekretarz stanu, który powołał komisję, w swoim piśmie nakreślił jej też bardziej ograniczone zadania, niż zrobił to pierwotnie papież. Jej zadaniem miało być wielostronne „powtórne przemyślenie” sprawy Galileusza: „To nie ma być rewizja procesu ani rehabilitacja, ale spokojna i obiektywna refleksja” ([5], s. 344). Tak więc od samego początku zadania, które postawiono komisji, mijały się z głównym punktem społecznych oczekiwań. Z inicjatywy komisji podjęto szereg badań, między innymi kolejne przeszukanie i opublikowanie kościelnych archiwów rzymskich, ale rezultat końcowy całej akcji był dość jednostronny. Nie było to wszechstronne przemyślenie sprawy, tylko poszukiwanie dowodów dla z góry postawionej tezy o harmonii nauki i wiary ([5], s. 347 – 348).

Wśród książek opublikowanych w okresie prac komisji znalazło się też dzieło niemieckiego jezuity Waltera Brandmüllera, będące kolejną apologią Kościoła. Podstawową tezą książki było stwierdzenie, że każdy ma prawo do popełniania błędów, więc nie należy potępiać Inkwizycji za jej błąd ([5], s. 348 – 350). Książka Brandmüllera stała się potem głównym źródłem, na którym oparł się kardynał Paul Poupard w oficjalnym podsumowaniu prac komisji. Warto zacytować tu mądrą opinię Finocchiaro: „Poupard doświadczył odwiecznego kłopotu laików, którzy polegają na ekspertach: eksperci często nie zgadzają się ze sobą, a wtedy można sobie wybierać i przebierać między nimi dla uzasadnienia każdej konkluzji” ([5], s. 352). Autor wykazał jednak, że Poupard posługiwał się tekstem Brandmüllera w sposób niedbały i dopuścił się szeregu przeinaczeń ([5], s. 352 – 353). Końcowe przemówienie papieża, zamykające prace komisji, wykazuje większy stopień zrozumienia sprawy, ale było sformułowane w dyplomatycznym języku, który tylko pozwalał domyślać się, że papież nie we wszystkim zgadza się z Poupardem ([5], s. 354 i 357).

Książkę zamyka rozdział pod tytułem „Niedokończona sprawa” („Unfinished business”). Zawiera on m. in. informację, że jedną z reakcji na prace komisji było twierdzenie, iż do szeregu mitów związanych z Galileuszem i jego sprawą doszedł jeszcze jeden: mit o tym, że Kościół zreahabilitował Galileusza ([5], s. 359 — autor cytuje tę opinię, ale nie przyjmuje jej za swoją).

Książka Finocchiaro jest napisana z imponującą erudycją i jest podsumowaniem dorobku naukowego życia autora — najwyraźniej przeczytał on wszystkie teksty, na które się powołuje.[7] Gdy potrzebne było tłumaczenie z innego języka, porównywał krytycznie wszystkie istniejące wersje i często tłumaczył sam, a przy każdym nazwisku dawnego autora lub postaci historycznej, które wymienia, podany jest krótki życiorys. Jedyny zarzut, jaki można by postawić książce to ten, że na ogół unika ona przedstawiania fizycznej treści różnych dyskusji, np. nie wyjaśnia, jakie było (błędne) objaśnienie przyczyny pływów na Ziemi przez Galileusza albo w jaki sposób, według Galileusza, obserwowane cechy plam słonecznych miały dowodzić heliocentryzmu i obalać geocentryzm (np. na s. 315). To są jednak drobiazgi, które zainteresowany czytelnik, zwłaszcza fizyk, łatwo sobie uzupełni z pomocą innych źródeł. To wspaniałe dzieło stanie się pewnie kolejną klasyczną pozycją literatury nt. sprawy Galileusza.

Literatura

Andrzej Krasiński jest docentem w Centrum Astronomicz-nym im. Mikołaja Kopernika w Warszawie. Jego zainteresowania naukowe dotyczą głównie teorii względności i kosmologii

© „Urania — Postępy Astronomii”
webmaster: Marek Gołębiewski